Strony

czwartek, 25 marca 2010

"Hej, gdzie te Prusy?", czyli trochę z komputera

Oto relacja naszego rzadko udzielającego się kolegi Bayera z patriotycznej partyjki we wspaniała grę komputerową Empire: Total War.

"Hej, gdzie te prusy?




















W 1705 roku Polska z Austrią dokonała rozbioru Prus.

Ale może od początku:

Po zdobyciu Królewca i zniszczeniu gospodarki Prus Wschodnich, dwie polskie armie ruszyły na Berlin i brandenburskie wsie oraz miasteczka; jedna armia pozostała w odwodzie na terenie Wielkopolski; Austria milczy i nie rusza się. Genialny polski naukowiec z Krakowa - Edward Zadźgaj odkrywa bagnet, jego daleki kuzyn ze Lwowa Roman Wielogwóźdź von Kamien w cudowny sposób przyspiesza badania nad kartaczami.

Te dwa cuda techniki z Polski będą dużą niespodzianką dla lepiej wyszkolonych, liczniejszych i dysponujących lepszą bronią niemieckich oprawców.

Wspomniane dwie polskie armie burza wszelkie ślady osadnictwa pruskiego na terenach połabskich, w Berlinie stacjonuje taka ilość wojsk ze jest on protoplastą Gwiazdy Śmierci dla przyszłych polskich pisarzy fantastyków, zwłaszcza Jerzego Łukasza.

Prusacy nierozważnie dzielą swoje jednostki na cztery armie (dwie duże i dwie pomocnicze), rzucają jedną główną przeciw jednej polskiej (pozbawionej ciężkiej lub średniej artylerii), ta oddaje pole bez walki. Druga polska armia cofa się na Śląsk Austryjacki, zapraszając brać wiedeńską do walca. Prusacy nierozważnie puszczają dwie małe armie na Wielkopolskę, tu od razu atakuje je trzecia mniejsza polska armia i zmiata z powierzchni ziemi dzięki dużej przewadze liczebnej.

Najpotężniejsza armia pruska dogania nieopodal Kołobrzegu pierwszą polska armie. Nie ma już możliwości wycofania się.
800 polskich żołnierzy bez średniej czy ciężkiej artylerii musi stawić czoła blisko półtora tysiąca Prusaków z liczna artyleria.

Dzięki pułkownikowi sztabowemu Krzysztofowi "Superpomysł" Bayerowi oddziały polskiej piechoty liniowej zajmują stanowiska obronne na rubieżach wsi w nowatorskim ustawieniu "W zygzaka" (kąt ustawienia pułków w kierunku nieprzyjaciela to około 40 stopni - możliwość ostrzału 1,5 pułku polskiego na dany obszar).
Nieliczna kawaleria staje na skrzydłach nieopodal przestarzałych falkonów. Falkony nabito kartaczami i dano rozkaz "Czekaj!".

Prusaki nie kwapią się do ataku, robią zwrot w prawo, pozostawiają jedną z dwóch baterii ciężkich dział bez obstawy. To znak do natychmiastowego ataku dwóch polskich szwadronów ułanów. Prusacy nie zdążyli załadować dział, bo woleli manewrować.
Piorunujący atak polskiej jazdy nie został niezauważony. Spadła na niego jazda pruska, która zgniotła polskich ułanów i posłała rozproszonych w las.

Natychmiast Prusacy manewrem przez zwrot puścili cztery pulki elitarnej piechoty na polskie pozycje na wprost falkonów. Jazda pruska uderzyła na najsłabsze skrzydło.

Sytuacja wyglądała na klasyczną dupę z przodu.

Ale, o dziwo, pułkownik sztabowy Chytry-Bayer, zostawił pierwszy raz w życiu odwody i rzucił pułk piechoty liniowej i dwa pułki milicji do przeciwnatarcia na pruska jazdę.
Normalnie Prusacy by ich zjedli, ale… Ze środka odezwał się ostrzał ustawionej zygzakiem piechoty i zmusił Szwabów do wyhamowania i porzucenia szarzy. Wjechali jak na paradę miedzy naszych Panów Piechociarzy, a tam czekał na nich polski wynalazek – BAGNET. Milicja nie spanikowała i wzorem piechoty liniowej dzielnie kuła nieprzyjaciela. Dowódca wojsk polskich Jan Potocki zreorganizował polskich ułanów i z niedobitkami oraz swoją gwardią uderzył na skrzydło jazdy nieprzyjaciela. Walka była ciężka i krwawa – nikt nie dawał pardonu.

W tym samym czasie polska piechota ustawiona w systemie zygzakowym i między chałupami powstrzymała nieprzyjacielska piechotę która nie mając pola manewru uderzyła klinem na falkony. Tu na dwadzieścia pięć kroków przed nimi kartacze dokonały rzeźni.

Na niepilnowane skrzydło piechoty nieprzyjaciela uderzyły trzy polskie oddziały piesze z bagnetami w ręku.

Ruchawka trwała dobre 45 minut. Polscy ułani w końcu zmusili jazdę pruską do odwrotu, siedząc im na zadkach podjechali jak najbliżej się dało pierwszego stanowiska ciężkiej artylerii pruskiej. Spadli na nią jak grom z jasnego nieba. Nikt nie przeżył.

Potocki zyskał by miano "Grzmot" lub "Młot" gdyby, dając zwyczaju, nie poległ śmiercią bohaterska jak już trzech polskich generałów w tej kampanii.

Bilans:
Polska straciła 180 ludzi, zaś z Prusaków pozostało 64 zdolnych do walki.

Ta bitwa zniszczyła gros pruskich mobilnych sił, druga wielka pruska armia podzieliła się na kilka mniejszych, które zostały wyduszone przez Polaków w przeciągu 3 tur.

Austria postanowiła się ruszyć i zajeła Berlin szturmem bezpośrednim, posiadając dwudziestokrotną przewagę nad nieprzyjacielem.

Ale nic to. Kiedyś i tak polska flaga będzie powiewać nad Reichstagiem.

Teraz czas zwrócić się nad Morze Czarne."

Biali kontra Koalicja, czyli marcowa Reduta

W marcu niestety nasz gospodarz, czyli Wydział Historii Uniwersytetu Łódzkiego, poskąpił nam miejsca, więc korzystając z gościnności zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Miłośników Fantastyki przenieśliśmy spotkanie Reduty do ŁDKu. Niestety SMF spotyka się zwykle od 13 co dało nam mało czasu na rozegranie czegoś poważniejszego. Jednakże z uwagi na przybycie "młodych" strategów których wprowadzamy w arkana naszego hobby, oraz na nagłe wypadki, uniemożliwiające przybycie, części "zaawansowanych" graczy, po  krótkiej prezentacji A Victory Lost, zagraliśmy w lżejszy tytuł, czyli w Grę o Trąd, tj Grę o Tron.

Gra o Tron przedstawia zmagania pięciu królewskich rodów krainy Westeros o koronę. Oparta jest na cyklu powieści George'a R. R. Martina "Pieśń Lodu i Ognia". Otrzymałem pod komendę ród Starków, lecz szybko uległem koalicji rodów Greyjoyów i Baratheonów (Masło i Konrad- mam nadzieję, że nie pomyliłem ksyw -  jednak pomyliłem, teraz już jest ok) Moim błędem było przedwczesne skupienie się na organizacji zaopatrzenia miast zdobywania prowincji w którym mógłbym sformować nowe oddziały. Po utracie całego wojska ostał mi się tylko jeden okręt, którym łupiłem wybrzeże należące do Baratheonów, do ostatniego etapu.

Odgryzłem się w Wings of War, gdzie siły aliantów (Gerhard, Lipa i ja) przegoniły z nieba sokołów Cesarstwa niemieckiego (Masło, Konrad i Wilczas). To że spłonąłem w ostatnim etapie wcale się nie liczy.

Co do Gry o Tron, to grając tylko dwa razy, nie mogę jej w pełni ocenić. Jakoś za bardzo nie przepadam jednak, za grami ukazującymi starcia abstrakcyjnie (czołgów też nie ma :D). Gra zawiera jednak elementy, które każdy strateg opanować powinien, czyli planowanie, zaopatrzenie itp.

Masło, Konrad, Wilczas podoba mi się iż rozwijacie swoje umiejętności. Tworzenie sojuszy w grach strategicznych jest ważne, choć pamiętajcie że w GoT zwycięża tylko jeden z graczy, a nie sojusz, więc trzeba wiedzieć, kiedy opłaca się ten sojusz nadal utrzymywać. Masło zmarnował w grze szansę na automatyczne zwycięstwo przez zdobycie ośmiu miast. Ale najbardziej podobał mi się czyn Konrada, który poświęcił jedną ze swoich jednostek w samobójczym ataku, po to by odzyskać talię swoich generałów. W naszych grach czasem trzeba poświęcić coś, by móc na tym zyskać. 5+ chłopaki, załatwiliście mnie przednio :).